hypothetical
21 Lip, 2019, 06:58

Autor Wątek: Lucky (10.2007 - 30.01.2019)  (Przeczytany 703 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Lucky

  • ~Nowicjusz Mianowany~
  • *
  • Autor wątku
  • Wiadomości: 1
  • Uzbierane migdały: 0
Lucky (10.2007 - 30.01.2019)
« dnia: 01 Lut, 2019, 00:03 »
Przeglądając to forum od dawna, nigdy nie myślałem, że mój pierwszy post będzie właśnie taki...

Wczoraj w nocy (30.01.2019) między godziną 1:30 a 6:30 swój ostatni oddech wydał mój kochany przyjaciel szynszyluck - Lucky. Przez ostatnie miesiące zmagał się z nowotworem, stopniowo coraz bardziej utrudniającym mu oddychanie. W styczniu przyjmował naprawdę sporą dawkę lekarstw, a mimo tego wszystkiego nadal wykazywał chęci. Chęci walki i czerpania z życia. Za migdałem nadal wskoczyłby na parapet.
Jeszcze w sobotę (26.01.2019) oglądaliśmy razem mecz, próbował wskoczyć na 3 piętro przez górny otwór pierwszej klatki, tak jak to zawsze czynił (miał klatkę składającą się z jego pierwotnej (małej) klatki położonej na większej klatce znajdującej się poniżej, co razem dawało 4 piętra), ale się nie udało i spadł. Bałem się, że coś sobie zrobił, ale nie - Lucky spróbował jeszcze raz i wskoczył jakby nigdy nic.
We wtorek (29.01.2019) miałem wolne i spędziłem z nim cały dzień, przyjął lekarstwa, zjadł swój migdał, trochę pokicał po pokoju, ale jego oddech nie dawał mi spokoju. Coraz bardziej sprawiał wrażenie jakby oddychał całym ciałem. Pod wieczór zrobił się bardziej apatyczny, a dodatkowo doznał problemów żołądkowych (małe stolce), co już się zdarzało wcześniej. Z tego powodu zadzwoniłem do weterynarii, tak jak zaleciła pani lekarz na poprzedniej wizycie, i udało się umówić na dzień kolejny (kolejną wcześniej planowaną wizytę mieliśmy 08.02.19). Zaniepokoiło mnie również to, że 'nie mielił' czy też 'nie mlaskał' charakterystycznie podczas podawania nocnych lekarstw, tudzież pełen obawy o stan organizmu, nie dałem mu jego połówki migdała, żeby go niepotrzebnie nie obciążać. Poszedłem do łóżka o 1, jeszcze nasłuchując jego małych ruchów. Kiedy przez dłuższy okres niczego nie usłyszałem, zapaliłem światło w celu sprawdzenia sytuacji. On dalej siedział na domku i spojrzał się na mnie w stylu 'po cholerę włączasz to światło!' (:)). Zatem pełen nadziei i wiary, poszedłem spać. Obudziłem się około 6:30 (budzik miałem na 7:30) i pierwsza myśl - jak tam Lucky - zatem podnoszę się z łóżka, patrzę, na domku go nie ma, w domku (zazwyczaj preferował to miejsce na odpoczynek) też nie i zobaczyłem wtedy, że leżał... w miejscu, w którym nigdy tego nie robił, pod poidełkiem z wodą... nie reagował, nie oddychał... nie żył.
Jego ciało było zupełnie inne, sztywniejsze, cięższe, chłodniejsze, a pozostawił po sobie dziwną bezbarwną, ciecz, która przylepiła dość mocno do okolic jego penisa trochę sianka i żwirku. Nie wyglądało to w tamtych okolicach ciała najlepiej, obstawiam że jego narządy wewnętrzne (nerki?) już nie wytrzymały. Niestety obawiam się przez to, że tamtej nocy bardzo cierpiał... kiedy ja spałem...

Pochowałem go w jego domku, na sianku, z resztką jedzenia, z poidełkiem z wodą, pod którym zasnął, z rolką ze zdjęciem oraz z ulubionym przysmakiem oczywiście - migdałem. Zakopałem wszystko oraz posypałem pyłem z ostatniej kąpieli... resztę aury dopełnił lekko padający śnieg...

Lucky żył ponad 11 lat, pojawił się w moim domu na moje 11 urodziny, przeżył ze mną równą połowę mojego życia. Był kimś więcej... witał, żegnał, sygnalizował... meble, które pogryzł wedle własnego uznania, zdobią mój pokój, tak jak kable... do tej pory nie wiem jak potrafił mi po cichu spalić myszkę czy lampkę bez porażenia prądem... umiał wskoczyć/wejść tam gdzie się tego nie spodziewałem... był mistrzem w zbieraniu kurzu... zaliczył swoją przygodę w kiblu, do którego wskoczył, bo myślał, że pokrywa była zamknięta (ależ był zdenerwowany)... kiedyś zostawiłem otwartą klatkę na tarasie przez przypadek, po jakimś czasie się zorientowałem, a On... nie pobiegł w głąb trawnika czy dalej, nie uciekł, schował się za klatką przy ścianie i oczekiwał aż się pojawię... a propos stresu... ileż nam go nabawił gdy w salonie chował się za kominkiem i przez dłuższy czas nie wychodził (tam był wywietrznik, więc pewnie chłodniej, ale z drugiej strony mógł wpaść i się zaklinować w dziurze)... jak leżałem to uwielbiał wskakiwać na mnie, żebym go podrapał... mój dywanik jest super mięciutki... znalazł sobie partnerkę w postaci pluszowej owieczki... podpijał mi herbatę... do każdej pustej torebeczki z pokarmem da się wejść, po co? Tylko On to wiedział... każdy pojedynek siłowy o smakołyk wygrywał... ile książek przeczytał... zębami... a umiejętności rodem z matrixa to nie wiem gdzie się nauczył... był bardzo indywidualny, wolał sam wchodzić do klatki, a branie na ręce nigdy nie było przyjemnością... rzadko źle się czuł (choć kiedyś (początkowo) martwił mocnymi biegunkami, jednakże od tamtego momentu nie miał ani jednej (relatywnie uodpornił się na stres)), ale jak już coś się działo i kiedy chciałem po obserwacji dzwonić do weterynarza, to on nagle wracał do normalnego funkcjonowania... pierwszy raz weterynarza odwiedził w grudniu 2018... przy okazji ostatni miesiąc spędził na podróżowaniu... zwiedził samochodem Warszawę, od zachodniej do wschodniej......... teraz podróżuje już beze mnie...... cały czas mam odruchy spoglądania na klatkę, oczekiwania, że tam czeka kiedy przychodzę do domu... był cząstką mnie... i będzie na zawsze...

Mam nadzieję, że został godnie przyjęty za Tęczowy Most i nie cierpi... ma przyjaciół... jest szczęśliwy...

Lucky


« Ostatnia zmiana: 01 Lut, 2019, 21:33 wysłana przez Lucky »




 

Już jutro 12.11.2007 -WIELKI DZIEŃ!!!

Zaczęty przez jaszelmaDział Początki z szynszylą

Odpowiedzi: 98
Wyświetleń: 5892
Ostatnia wiadomość 10 Lut, 2009, 19:24
wysłana przez jaszelma
klatkowa inspiracja roku 2007

Zaczęty przez dream*Dział Inne zdjęcia

Odpowiedzi: 27
Wyświetleń: 6632
Ostatnia wiadomość 22 Lis, 2012, 18:53
wysłana przez dream*
Zwierzątka Julii - z 2007 roku

Zaczęty przez ClaudiDział Zdjęcia i Historie Szynszylowe

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 867
Ostatnia wiadomość 07 Lip, 2009, 12:18
wysłana przez greatdee
9.12.2007 - Biszkopcik u nas.

Zaczęty przez dream*Dział Zdjęcia i Historie Szynszylowe

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 4807
Ostatnia wiadomość 23 Kwi, 2008, 21:45
wysłana przez Basia_W
24.11.2007 Szynszyl

Zaczęty przez marcinsDział Zdjęcia i Historie Szynszylowe

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 666
Ostatnia wiadomość 25 Lis, 2007, 17:36
wysłana przez Szynszylka_94