Kilka samców i samiczka.

pogryziony szynszyl

Kilka samców szynszyli i samiczka = niebezpieczeństwo!

Często się mówi na forach, że kilka samców i samiczka, choćby była w innej klatce, innym pomieszczeniu, to najgorszy możliwy układ i zawsze, kiedyś skończy się on tragedią.
Jeszcze częściej spotykam się z tym, że te ostrzeżenia są ignorowane przez osoby którym wydaje się, że wiedzą lepiej jak oszukać naturę. Pomysłów na to nie brakuje, łącznie z tak absurdalnymi jak „przecież będę wiedział kiedy ma rujkę”, „przecież jak umyję ręce po dotykaniu samiczki to nie będzie czuć feromonów”. Są też i takie osoby które trzymają w takiej kombinacji zwierzęta już dłuższy czas „i przecież nic się nie dzieje” – fantastycznie. To oznacza bardzo wyrównaną hierarchię stada, ale prędzej czy później dojdzie do destabilizacji tego układu i tragedii.

Czemu o tym piszę? Bo spotkało mnie to w praktyce.
Mam w domu męskie stado szynszyli. Najmłodszy osobnik ma ponad 2 lata, najstarszy 13.
Moje męskie stado było całe życie bardzo zgrane: brak kłótni, tulenie, iskanie, nawoływanie się – tą sielankę mogłam obserwować na codzień.

Pracuję w sklepie zoologicznym, na codzień mam kontakt z wieloma zwierzętami. Moi domowi pupile są już przyzwyczajeni, że jednego dnia pachnę im królikiem, innego świnką morską lub obcym psem.
Ostatnio jednak tak się złożyło, że w sklepie „urlopowałam” szynszylę klientki która nie miała gdzie jej zostawić na czas dłuższego wyjazdu na święta. Pani przez wiele lat była przekonana, że posiada samczyka i tylko dlatego zgodziłam się go wziąć na tymczasowy pobyt w sklepie. Pech chciał, że kiedy klientka wróciła z urlopu i przyszedł czas oddania małej ta dostała rujki. Pokazywałam mojej klientce jak rozpoznać, że to samiczka i podzieliłam się swoją obawą o stan uzębienia samiczki w związku z tym, że się śliniła – w sumie, spędziła na moich rękach może 5 minut? Nigdy nie miałam jej w domu jednak feromony przyniesione na pracowniczej koszulce wystarczyły…

Następnego dnia zastałam klatkę w kroplach i większych plamach krwi i latającym futrze. Najmłodszy, najaktywniejszy hormonalnie samiec walczył z najstarszym, 13letnim samcem – który w stadzie był samcem alfą. Dominujący samiec jest największą konkurencją rozrodczą więc to na nim skupiła się agresja.

Egoistyczne narażanie samczyków na kontakt z feromonami samicy to:

narażanie zwierząt na ustawiczny stres i frustrację. (hormon stresu bardzo silnie obniża odporność organizmu)
ryzyko konieczności rozdzielenia zżytego ze sobą stada – często na zawsze gdyż szynszyle po takiej walce bardzo ciężko ponownie połączyć
– narażanie samca na śmierć lub uszczerbek na zdrowiu – silne, groźne i bolesne pogryzienia (często trudno gojące się rany szarpane), upadki ze sporej wysokości podczas szamotaniny, wybite o półki siekacze – nie są to odosobnione przypadki.
– Istnieją doniesienia jakoby stałe pobudzanie hormonalne wywołane obecnością samic wpływało rakotwórczo na samce. Badania prowadzono na szczurach jednak można przypuszczać, że u innych gryzoni, w tym szynszyli jest podobnie.

13letni Filip musiał być szyty pod narkozą, założono mu 3 szwy, czeka go minimum 10 dni zastrzyków z antybiotykiem. Zastanów się dobrze czy właśnie tego chciałbyś dla swojego ukochanego pupila.

Mam nadzieję, że zdjęcia będą najlepszym argumentem w polemice czy możliwe jest posiadanie kilku samców w jednej klatce i samicy przez tego samego opiekuna.

Groźne walki samców i dotkliwe pogryzienia:

rana1 rana2 rana3 rana4 rana5 rana6 rana7 szew1 szew2 szew3 Szew u pogryzionej szynszyli

Filip po wygojeniu:

2 3 1

Filip był szyty przez dr Katarzynę Krawulską
z lecznicy Dr. Hauu
na Jana Kazimierza 11/9
Dziękujemy i polecamy innym.




  • Straszne… Mam znajomą która uparła się że chce śliczną parkę szynszyli. Ma kilkumiesięcznego samca i na silę szuka samicy. Nie da się jej przetłumaczyć że trzyma się tylko tą samą płeć, że samica będzie ciągle w ciąży i że może zdechnąć od tego bardzo szybko. Do tego dochodzi maleńka klatka…